Refleksje
Cały
dzisiejszy dzień myślałam nad wieloma sprawami, myśli nie dawały
mi spokoju, pewne tematy wciąż wracały do mojej głowy i chwilami
czułam,że nie jestem w stanie tego skontrolować. Co się tłukło
po mojej głowie? Szereg pytań: Dlaczego muszę to robić? Dlaczego
znowu jestem w takiej sytuacji? Dlaczego Ja! Cóż lata życia w
nieświadomości oraz lata powtarzania złych nawyków doprowadziły
mnie w to zaczarowane miejsce, jakim jest rzeczywistość, jakiej
funkcjonuje. Znowu starania, znowu wysiłki, znowu odmawiania sobie
czegoś. Bo kiedyś było łatwiej, lepiej, wygodniej. I tak w koło.
Myśli plączą się po mojej głowie. W gęstwinie tych myśli
staram się jednak wyłowić jakieś za.
Widziałam
dzisiaj śliczne spodnie w sklepie. Pudrowy róż, elegancka krata.
No tak, ale gdyby była 2 rozmiary mniejsza to może by leżały na
mnie tak, jak powinny. Tocząc małą bitwę w głowie postanawiam
wyjść ze sklepu. Chciałam je przymierzyć,żeby po raz kolejny
stwierdzić,że może nie jest ze mną aż tak źle. Może ludzie nie
zauważyli,że przytyłam? To co w lustrze widzę to może tylko
pozory albo...gorszy dzień?Niestety to, jak i inne kłamstwa
wmawiałam sobie przez lata i dzisiaj uświadomiłam to sobie.
Zawsze, a to absolutnie zawsze podczas prób mojego odchudzania
przychodziła ta cudowna chwila gdzie kwestionowałam swoje trudy i
zaczynałam powoli oszukiwać samą siebie... lub kiedy osiągnęłam
pierwsze efekty pozwalałam sobie na zbyt wiele myśląc,że
jednorazowe obżarstwo nie zrobi mi większej krzywdy. Jeśli raz się
nic nie stało to i drugi też się nie stanie. I tak był trzeci,
czwarty, dziesiąty, setny? I tak wylądowałam z wagą 87,5 kg,
najgorszy wynik, jaki mogłam do tej pory osiągnąć. Najwyższa
waga chyba, jaką kiedykolwiek miałam. Czasem mam wrażenie,że tyje
z powietrza, że czas gdzieś się rozpłynął. Rozmazał. Pamiętam
ten czas, gdzie byłam szczuplejsza. Przeglądam stare zdjęcia ze
złością, myśląc, dlaczego znowu tak się zaniedbałam.
Cyklicznie
co jakiś czas powtarzam ten sam schemat. Chudnę – tyje, tyje –
chudnę. Nigdy nie doprowadziłam jednak do zakończenia tego
cyklu.
Zawsze
starałam znaleźć się złoty środek, wierzyłam,że takowy
istnieje-nowy program treningowy, tabletki, nowy produkt w diecie.
Zawsze było coś, w co wierzyłam, że tym razem mi pomoże. Na
próżno.
Niedawno
w moje ręce trafiła bardzo ciekawa książka „Psychologia
nadmiernego jedzenia” napisana przez Panią Ninę Ogińska Bulik,
oparta na bardzo bogatej bibliografii. Po przeczytaniu jej
uświadomiłam sobie straszną prawdę. Większość swojego życia
po prostu się przejadałam, mniej lub bardziej świadomie, mając
czasem prześwity,że być może to jest to. Trzeba było jednak
przeczytać książkę, aby dotrzeć do sedna sprawy i odkopać
przyczyny, jakie siedzą w nas, a raczej w naszych głowach. Po
przeanalizowaniu wszystkich czynników znalazłam przyczynę swojego
zachowania wobec jedzenia. Nastąpił przełom i obecnie pracuje
bardzo intensywnie nad zmianą nawyków żywieniowych. Główna
rewolucja następuje u mnie w głowie, a nie na talerzu, bo to tam
się wszystko zaczyna. Myśli, emocje, a następnie działania.
Jeżeli nie mamy świadomej kontroli nad tym ,będziemy sięgać po
jedzenie w chwilach stresu, smutku, alby zapewnić sobie komfort albo
po prostu z nudów. Przyczyn jest wiele, wszystkie przerabiałam i
śmiało mogę stwierdzić,że świadomość tego to połowa sukcesu
a wiara to kolejne tyle. Wierzę,że schudnę. Wierzę, że tym razem
mi się uda.
Widziałam dzisiaj śliczne spodnie w sklepie. Pudrowy róż, elegancka krata. No tak, ale gdyby była 2 rozmiary mniejsza to może by leżały na mnie tak, jak powinny. Tocząc małą bitwę w głowie postanawiam wyjść ze sklepu. Chciałam je przymierzyć,żeby po raz kolejny stwierdzić,że może nie jest ze mną aż tak źle. Może ludzie nie zauważyli,że przytyłam? To co w lustrze widzę to może tylko pozory albo...gorszy dzień?Niestety to, jak i inne kłamstwa wmawiałam sobie przez lata i dzisiaj uświadomiłam to sobie. Zawsze, a to absolutnie zawsze podczas prób mojego odchudzania przychodziła ta cudowna chwila gdzie kwestionowałam swoje trudy i zaczynałam powoli oszukiwać samą siebie... lub kiedy osiągnęłam pierwsze efekty pozwalałam sobie na zbyt wiele myśląc,że jednorazowe obżarstwo nie zrobi mi większej krzywdy. Jeśli raz się nic nie stało to i drugi też się nie stanie. I tak był trzeci, czwarty, dziesiąty, setny? I tak wylądowałam z wagą 87,5 kg, najgorszy wynik, jaki mogłam do tej pory osiągnąć. Najwyższa waga chyba, jaką kiedykolwiek miałam. Czasem mam wrażenie,że tyje z powietrza, że czas gdzieś się rozpłynął. Rozmazał. Pamiętam ten czas, gdzie byłam szczuplejsza. Przeglądam stare zdjęcia ze złością, myśląc, dlaczego znowu tak się zaniedbałam.
Cyklicznie co jakiś czas powtarzam ten sam schemat. Chudnę – tyje, tyje – chudnę. Nigdy nie doprowadziłam jednak do zakończenia tego cyklu.
Zawsze starałam znaleźć się złoty środek, wierzyłam,że takowy istnieje-nowy program treningowy, tabletki, nowy produkt w diecie. Zawsze było coś, w co wierzyłam, że tym razem mi pomoże. Na próżno.
Niedawno w moje ręce trafiła bardzo ciekawa książka „Psychologia nadmiernego jedzenia” napisana przez Panią Ninę Ogińska Bulik, oparta na bardzo bogatej bibliografii. Po przeczytaniu jej uświadomiłam sobie straszną prawdę. Większość swojego życia po prostu się przejadałam, mniej lub bardziej świadomie, mając czasem prześwity,że być może to jest to. Trzeba było jednak przeczytać książkę, aby dotrzeć do sedna sprawy i odkopać przyczyny, jakie siedzą w nas, a raczej w naszych głowach. Po przeanalizowaniu wszystkich czynników znalazłam przyczynę swojego zachowania wobec jedzenia. Nastąpił przełom i obecnie pracuje bardzo intensywnie nad zmianą nawyków żywieniowych. Główna rewolucja następuje u mnie w głowie, a nie na talerzu, bo to tam się wszystko zaczyna. Myśli, emocje, a następnie działania. Jeżeli nie mamy świadomej kontroli nad tym ,będziemy sięgać po jedzenie w chwilach stresu, smutku, alby zapewnić sobie komfort albo po prostu z nudów. Przyczyn jest wiele, wszystkie przerabiałam i śmiało mogę stwierdzić,że świadomość tego to połowa sukcesu a wiara to kolejne tyle. Wierzę,że schudnę. Wierzę, że tym razem mi się uda.
Komentarze
Prześlij komentarz